włodarzewska deweloper |firmy baza |angielski wrocław

Rozmowa jedyna w swoim

aplikacje dedykowane |zdjęcia ślubne tarnów |Gitary sklep

„Rozmowa jedyna w swoim rodzaju — również ze względu na okoliczności, w jakich do niej doszło. Film, a więc i drukowany tu stenogram, przedstawiają już ostateczny efekt pracy reporterów samą rozmowę z Mullerem; nie wyjaśniają natomiast okoliczności, które doprowadziły do spotkania z nim oraz skłoniły go do wynurzeń. Okoliczności te, o sensacyjnym wprost posmaku, ujawnia zamieszczony tu również reportaż twórców filmu, zatytułowany Jeden rok i cztery miesiące. Czytelnik znajdzie w nim odpowiedź na wiele pytań, jakie nasuną mu się już w trakcie lektury stenogramu rozmowy z Mullerem.
Szczególnie interesująca jest jedna kwestia, wymagająca wyjaśnienia, jaszcze zanim Czytelnik przejdzie do lektury stenogramu. Mianowicie jak to się stało, że zdeklarowany antykomunista, osobnik ziejący wprost patologiczną nienawiścią do komunizmu i komunistów, dał się skłonić do kompromitujących go wynurzeń przed kamerami i mikrofonami reporterów ze znienawidzonej przez siebie „strefy", z Niemieckiej Republiki Demokratycznej
Otóż, jak wyjaśniają autorzy, Muller nie wiedział, że ma do czynienia z dziennikarzami „stamtąd". Ta nieświadomość, a właściwie omyłka — albowiem wziął ich on za reporterów zachodnioniemieckich — nie była owocem jedynie zręcznych pozorów, jakie wokół siebie stworzyli obaj dziennikarze, a które szczegółowo zostały opisane we wspomnianym reportażu. Była ona także w jakimś stopniu skutkiem pewnej powolności umysłowej „bohatera" filmu, nietrudnej zresztą do wydedukowania z samego stenogramu. Ale nade wszystko zemścił się na Mullerze zakorzeniony v jego mentalności stereotyp komunistów — jako ponurych krwiopijców i barbarzyńców; stereotyp absolutnie nie przystający do reporterów proszących jego, antykomunistę, o wywiad i oferujących „cywilizowanym, zachodnim" zwyczajem odpowiednie honorarium za wystąpienie przed kamerami i mikrofonami. Tego rodzaju zwyczaje w mentalności Mullera kojarzą się wyłącznie z dziennikarzami zachodnimi, a więc jeśli chodzi o niemieckich — wyłącznie z zachodnioniemieckimi... Z tymi ostatnimi zetknął się on zresztą już nieraz. Z jednymi rozmawiał w NRF, inni poszukiwali go aż w kongijskim buszu, żeby wytargować odeń „souveniry" w postaci pościnanych głów „czarnych rebeliantów". Heynowski i Scheumann nie prawią mu co prawda duserów, interesuje ich natomiast to, o czym tamci, traktujący Mullera jako barwnego awanturnika, w ogóle nie chcieli słyszeć; interesuje ich mianowicie jego stosunek do tego, co działo się w Kongu, do tego, co tam robił. Dosiedli jego ulubionego tematu — polityki. Więc prawi. O swojej „działalności" w Kongu i o swych doświadczeniach w prowadzeniu „wojny rewolucyjnej", o rozlicznych koneksjach z oficerami Bundeswehry i o kontaktach z amerykańskimi generałami; przedstawia swoją własną wersję ideologii „atlantyckiej" i nader chętnie deklaruje gotowość podjęcia „służby" gdziekolwiek — byle przeciwko komunistom. Ten podniecony pytaniami Scheumanna landsknecht, stworzony bardziej do zabijania niż do myślenia, poczuł raptem, że w owych dwóch reporterach znalazł nareszcie uważnych słuchaczy...“(14)

<<<< A skoro już o tym mowa | Nikt nie uwierzy aby w ciemnych >>>>

akwarium |groups |Motocykle